.

.
Zanim ostatecznie zdecydujesz się dołączyć do gry na naszym blogu, przejrzyj wszystkie zakładki, ponieważ to właśnie one pomogą Ci dopasować się do realiów fabuły. Nieznajomość regulaminu nie zwalnia przecież z jego przestrzegania. Kiedy już uznasz, że wiesz wystarczająco, by móc stworzyć własną postać - zostaw komentarz w odpowiednim miejscu, abyśmy mogli przesłać Ci zaproszenie. Miłej zabawy!
pogoda
Lato się kończy, a niebo coraz częściej przyozdabiają srebrzyste chmury. Na szczęście temperatura nie spada zbyt szybko, więc obozowicze co jakiś czas mogą jeszcze leniwie wygrzewać się w słońcu. Przez najbliższy tydzień możemy spodziewać się od 20"C do minimum 17"C.
aktualności
- Za nową szatę serdecznie dziękujemy Kaylo ♥
- Gra toczy się w komentarzach oraz na GG.
- Górna granica wieku Obozowiczów wynosi 23 lata, później heros opuszcza Obóz, bądź zostaje w nim żeby 'pracować'.
ogłoszenia
- Powoli blog budzi się do życia.
- Szukamy nowych rekrutów.
-Wszystkie zakładki na stronie zostały edytowane.
- Na blogu pojawił się Shoutbox.
- Zachęcamy do gry w komentarzach!

sobota, 1 listopada 2014

Son of the sea

Arten Ian "Archi" Conell
17 lat, 23.02
Syn Posejdona
Grupowy Domku 3
Filadelfia 
Samotnik, który ceni sobie spokój i ciszę. Małomówny, nieśmiały, czasem wredny. Rzadko chodzi na wieczorne ogniska, bo uważa, że nigdzie nie pasuje. Zawsze znajdzie jakieś 'ale'. Odnajdywanie wad w czymkolwiek to jego specjalność. Nieważne, czy będzie to plan, który może uratować komuś życie, czy pomysł na nowe udekorowanie pokoju. Stroni od ludzi. Bardzo nie lubi przebywania w liczniejszym towarzystwie. Przypomina to czasami jakąś fobię. Separacja nie jest kwestią przypadku - więcej przeżył upadków, niż wzlotów. Stare nawyki jeszcze w nim siedzą. Lubi czasami zapalić papierosa i wypić łyk piwa. Jest po prostu głupim smarkaczem, który nie ma zbyt wielkiej siły woli by walczyć ze starymi nałogami.

Archi mierzy sobie jakieś 175cm. Jego brązowe włosy zawsze są w nieładzie, tylko ciemne, prawie czarne, oczy są w stanie wyrazić jego prawdziwe emocje. Ubiera się zazwyczaj skromnie: szare spodnie, obozowa koszulka i bluza. Nad lewą brwią widać sporą bliznę, którą próbuje zasłaniać. Matka po prostu kiedyś przesadziła z alkoholem.

Arten dobrze walczy mieczem i posługuje się swoją mocą. Jego miecz, Acutus, pojawia się po kliknięciu małego guziczka na niewielkim złotym breloczku do kluczy w kształcie muszli, który zawsze jest schowany w kieszeni. Gdy walczy może w końcu wyrzucić z siebie emocje i odreagować. Staje się wtedy kimś innym. W czasie walki z małomównego chłopaka zmienia się w odważnie atakującego przeciwnika. Uwielbia bawić się wodą. Gdzie tylko ma do niej dostęp korzysta ze swojej mocy panowania nad nią. Potrafi też rozmawiać z końmi i morskimi stworzeniami. Pod wodą czuje się jak ryba. Umie oddychać i bardzo dobrze pływać w wodzie. Dna rzek, jezior i oceanów to jego drugi dom.
Nigdy nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Mieszkał z matką alkoholiczką w niezbyt przyjemnej dzielnicy. W dzień i w noc dokonywano kradzieży, gwałtów, zabójstw. Narkotyki, alkohol i papierosy łatwiej było dostać, niż coś dobrego do zjedzenia. W każdym momencie ktoś mógłby wyjąć pistolet i po prostu cię zastrzelić. Arten od urodzenia mieszkał w takim środowisku, więc szybko się przystosował do twardych reguł. Znalazł się w złym towarzystwie. Uzależniał się od wszystkiego. Używki stały się codziennym rytuałem. Kumple w końcu się od niego odsunęli. Na jego oczach jeden z nich popełnił samobójstwo. Sam Arten był bliski zakończenia swojego życia w ten sposób. Kilka tygodni po skończeniu szesnastych urodzin jego matka pobiła go. Policja zatrzymała kobietę, a chłopak został umieszczony w domu dziecka. Były to najgorsze dziewięć miesięcy w jego życiu. Inne zasady, inni ludzie, inny świat. To był dla niego taki wstrząs, że na zawsze się zmienił. W jednej z sal lekcyjnych znalazł stare skrzypce, które były kiedyś własnością byłego dyrektora. Chciał w jakiś sposób pozbyć się negatywnych emocji i zaczął grać. Wtedy przyszedł do niego jakiś mężczyzna. Opowiedział mu wszystko o bogach greckich. Arten w końcu wiedział kim jest i skąd pochodzi. Nieznajomy okazał się satyrem. Podarował mu magiczny brelok do kluczy i zabrał do obozu herosów. Już nie przypomina tego dzieciaka z ulicy, który każdy grosz przeznaczał na używki. Nigdy nie będzie wspominał tych wszystkich lat spędzonych ze złą matką i znajomymi. Odseparował się by nigdy nie popełnić błędu z przeszłości.
Będąc jeszcze w domu dziecka poznał dziewczynę, która miała podobną historie jak jego. Nazywała się Marzia. Dobrze go rozumiała, potrafiła pocieszyć i wywołać na jego twarzy uśmiech. Była jego prawdziwą, pierwszą przyjaciółką. Po krótkim czasie stali się jak rodzeństwo. Później byli dla siebie kimś więcej.

-Jakie jest twoje marzenie?
-Chciałabym całe życie obserwować niebo i gwiazdy. Są tak daleko, że wydają się być nierealne. Chcę mieć planetarium. O czym ty marzysz?
-Żeby w tym planetarium znalazło się jeszcze miejsce dla mnie.

Ale i to musiało się kiedyś skończyć. Marzia znalazła rodzinę zastępczą. Kiedy miała już odjeżdżać Arten powiedział jej, że kiedyś ją odnajdzie i założą razem planetarium, gdzie będzie mogła do woli oglądać swoje ukochane gwiazdy.

-Arten, to niemożliwe.
-Dlaczego? Czemu uważasz, że to niemożliwe?
-Gwiazdy twierdzą, że to niemożliwe. Ja mogę mieć tylko nadzieję, że kłamią.


 ~Posiada miecz, Acutus, schowany w breloczku 
 ~Gra na skrzypcach, gdy tylko ma wolny czas bierze w dłonie instrument i zapomina o reszcie świata
 ~Nie lubi ognia 
  ~ Gdy tylko zaczyna walczyć zmienia się w inną osobę, która wykorzystuje każdą okazję by śmiało atakować 
  ~ Kiedy skupi się na jednej rzeczy nikt nie jest w stanie od niej go odciągnąć(no chyba, że siłą)
  ~ Często przesiaduje nad brzegiem rzeki, jeziora
  ~ Ma uczulenie na kocią sierść i truskawki

-Nienawidzę gwiazd.
-Czemu?
-Bo wracają wspomnienia.
Zastrzegam sobie prawo do zmian w KP.
Chętny na wątki. :)
Za wszelakie błędy przepraszam, notka będzie się stopniowo rozwijała.

57 komentarzy:

  1. ( No witam, witam... może wątek? c: )

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. [ Powiązanie z muzyką - wątek obowiązkowy. Co ty na to? Może masz jakiś pomysł? :) ]

    Felicia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Pomysł? Arten nie jest zbyt śmiały ale może uda ci się go na coś namówić. ;D Może jakieś wspólne próby, piosenki? ]

      Usuń
  3. Jak zwykle siedziała w budynku, gdzie zazwyczaj odbywały się zajęcia artystyczne. W sumie spędzała tu większość swojego wolnego czasu. Często można było ją tu znaleźć, nie przeszkadzało jej spędzanie czasu z dziećmi Apolla. Lubiła spędzać czas malując obrazy. Uważała, że był to najlepszy sposób na wyrzucenie z siebie wszelkich negatywnych emocji oraz uspokojenia duszy. Przelewała swoje uczucia na płótno, po jej obrazach zawsze można było stwierdzić jaki ma humor. Tego dnia namalowała dość abstrakcyjny obraz, który dla obserwatora byłby jedynie paroma kolorowymi plamami zrobionymi na płótnie. Dziewczyna westchnęła cicho i zrobiła krok w tył obserwując swoje 'dzieło', które wcale jej się nie spodobało. Ostatnio nie mogła się na niczym skupić i kiedy próbowała namalować coś konkretnego wychodziło jej coś w tym stylu. Poddenerwowana odrzuciła pędzel gdzieś na bok, po czym wyszła szybkim krokiem z budynku. Potrzebowała odetchnąć świeżym powietrzem.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Co powiesz na wątek ze swoją siostrą? Arten mógłby pokazać jej obóz, albo mogliby odwiedzić Posejdona w jego królestwie, jeśli starczyło by im odwagi, żeby to zrobić. ]

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  5. Totalnie nie pomyślała, że ktoś może stać za drzwiami. Pisnęła cicho przestraszona, kiedy zdała sobie sprawę, że uderzyła nimi jakiegoś chłopaka.- O bogowie, przepraszam! - już po chwili znalazła się obok niego i lustrowała go fiołkowym spojrzeniem.- Nic ci się nie stało? - zapytała szybko, a w jej głosie można było wyczuć jak bardzo była zaniepokojona. - Na prawdę nie chciałam... to ja przepraszam... - wyszeptała jeszcze cicho powtarzając się i przygryzła nerwowo dolną wargę. Córka bogini tęczy jak zawsze podchodziła do wszystkiego za bardzo emocjonalnie.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  6. Wzięła głęboki, oczyszczający wdech żeby się uspokoić. Zmarszczyła brwi, a na jej czole pojawiła się duża zmarszczka, kiedy zauważyła guza na jego głowie.- To ja nie pomyślałam. - westchnęła i przeczesała rękoma fioletowe włosy. - Powinnam pomyśleć o tym, że ktoś może być za drzwiami. - powiedziała gestykulując przy tym nieznacznie rękoma. Kiedy w miarę ochłonęła zlustrowała chłopaka fiołkowym spojrzeniem. - Nie widziałam cię tu wcześniej. - stwierdziła niespodziewanie, jak zwykle zbyt bezpośrednia.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciągnęła swój dobytek, który składał się z paru ubrań i rodzinnych pamiątek. Westchnęła i stanęła przed niskim, długim i mocnym domkiem, z oknami wychodzącymi na morze. Zewnętrzne ściany były zrobione z szarego, szorstkiego kamienia, z kawałkami muszli, koralowców, co wygląda na dno oceanu. Może tam wreszcie się zagnieździ. Wzięła wdech i zapukała do drzwi. Nie słysząc żadnej odpowiedzi, uznała, że domek jest najzwyczajniej pusty, więc bez wahania weszła do środka. Panował tam bałagan. Położyła swoje rzeczy na łóżko, które nie było zajęte i usiadła na nim. Oparła się o ścianę i przyciągnęła kolana do siebie. W pomieszczeniu musiała być jakaś fontanna, bo Blair słyszała uspokajający szum wody. A może to tylko jej wyobraźnia? W tym domku zaczęła czuć się jak w prawdziwym domu i sądząc po liczbie pustych miejsc do spania, nie było tu zbyt dużo jej rodzeństwa. Siostry i bracia. Nie oswoiła się jeszcze z myślą, o tych całych więzach rodzinnych, chociaż w ogóle się ludzi nie znało. Nagle ktoś wszedł do środka przerywając jej rozmyślania.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie umknęło jej uwadze, to ze chłopak starał się przykryć czoło. Speszyła się przez to trochę, domyślając się, ze musiał on nabić sobie niezłego guza 'odbijając się' od drzwi. - Jestem Charlie i jestem córką Iris. - przedstawiła się i uniosła kąciki ust w niepewnym uśmiechu. Chłopak nie wyglądał jej na taką osobę, która byłaby chętna do rozmowy, jednak postanowiła chociaż spróbować do niego zagadać. Na prawym policzku oraz bluzce była ubrudzona niebieską i czerwoną farbą, jednak nie zdawała sobie z tego sprawy.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzadko kiedy się na kogoś denerwowała, więc nawet nie było szans żeby zobaczył ją w takim stanie i widział co wtedy by zrobiła.- Miło mi ciebie poznać... szkoda tylko, że doszło do tego w takich okolicznościach, a nie innych. - uśmiechnęła się pierwszy raz odkąd zaczęli rozmawiać, w jej policzkach pojawił się zarys dołeczków. - Jesteś synem Posejdona? - spojrzała na niego pytająco i przekręciła lekko głowę na bok, tak jak czasem robiły to małe szczeniaki.- Nigdy jeszcze nie poznałam jakiegoś dziecka Posejdona. - przyznała kiwając przy tym nieznacznie głową. - Masz jakieś umiejętności związane z wodą? - zapytała zaciekawiona.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  10. - Rzadko kiedy zdarza się, że któryś z Wielkiej Trójki ma dziecko. - stwierdziła. Pare fioletowych kosmyków włosów opadło jej na czoło, jednak odgarnęła je szybkim ruchem ręki za ucho. - Świetnie jest mieć jakąś przydatną moc... - mruknęła niespodziewanie. Ona potrafiła jedynie zmienić swój kolor włosów jeśli tego chciała oraz stworzyć tęczę, co ułatwiało jedynie komunikować się z kimś przez iryfon. Jej umiejętności nie warte były uwagi. Jednak czy każdy heros musi posiadać jakieś super moce? Nie. Jej to wcale nie było potrzebne do szczęścia.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  11. Uciekła na chwilę wzrokiem gdzieś w bok speszona przez jego stwierdzenie. - W tym też nie jestem zbyt dobra... Jedyne co wychodzi mi dobrze na treningach to strzelanie z łuku. - westchneła i przeczesała dłońmi włosy. W Obozie większość swojego czasu spędzała w budynku gdzie odbywały się zajęcia artystyczne, jakoś nie miała dobrej motywacji żeby zacząć trenować walkę wręcz na arenie. Kiedy niespodziewanie chłopak spojrzał w stronę rzeki, zmarszczyła nieznacznie brwi zdziwiona i tez zerknęła w tamtą stronę. - Co tam zobaczyłeś? - zapytała z nutą zaciekawienia w głosie i przeniosła fiołkowy wzrok znów na chłopaka.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  12. Odrzuciła fioletowe włosy na plecy. - Większość osób uważa, że nie umiałabym użyć odpowiednio łuku w jakiejś bitwie, ponieważ jestem zbyt pokojowo nastawiona do wszystkiego. - westchnęła. Zdecydowanie nie była taka jak większość herosów i nie miała we krwi pociągu i umiejętności do walki. Według niej wszystkie cechy dla 'typowego herosa' zgarnęła jej starsza o rok siostra, a jej został tylko zamysł do sztuki i wielka chęć zdobywania wiedzy na temat mitologii. - Może to jakieś najady. - stwierdziła i wzruszyła lekko ramionami.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  13. -Jeśli mnie coś zaatakuje, to będę miała problem. - stwierdziła i przygryzła bezwiednie dolną wargę. Czasem się zastanawiała nad tym, że pewnie nie przetrwałaby bliskiego spotkania z jakimś potworem, na pewno nie. Po chwili wzruszyła lekko ramionami. - Najady są nimfami, które zamieszkują zbiorniki wodne. Taak, mozna je nazwac dziewczynami siedzacymi w wodzie. - wytłumaczyła mu i uśmiechnęła się lekko. - Dziwisz sie istnieniem najad? A widziales juz nimfy leśne, ktore zmieniaja sie w drzewa? Albo satyrów? Albo Chejrona? - zaśmiała się cicho.- Na świecie jest wiele takich 'dziwnych' istot. - dodala jeszcze, a jej usmiech mimowolnie sie poszerzyl. Znala sie troche na tym wszystkim, poniewaz przestudiowala juz wiele wersji mitologii greckich oraz z checia sluchala opowiadan Chejrona.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  14. - Nimfy już takie są... ale trzeba się przyzwyczaić do tego ich zachowania, ponieważ one są praktycznie wszędzie w lesie. - wywróciła oczami w kolorze fiołków rozbawiona jego opowieścią. - Ja tam na przykład z chęcią bym poznała niektóre takie inne istoty na żywo... na przykład takiego hippokampa, te stworzenia są podobno taaakie śliczne! - na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a w jej policzkach można było zobaczyć dołeczki. Czytała kiedyś o hippokampach, które były koniami morskimi. Zerknęła na chłopaka, ktory poszedl w strone rzeki. Po chwili namyslu niepewnie poszla za nim, jednak caly czas trzymala sie z tylu obserwujac z zaciekawieniem Artena wraz z najadą.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  15. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, jednak nie zdążyła wydobyć z siebie nawet słowa, ponieważ najada złapała Artena przez co chłopak wpadł do wody. Podeszła bliżej brzegu rzeki, jednak starała sie nie byc az tak blisko zeby zostac ochlapana woda. Wlepiła fiołkowe spojrzenie w mokrego syna Posejdona, co bylo raczej rzadkim widokiem. Zakryla usta dlonia starajac sie stlumic smiech narastajacy w jej piersiach. - Nie zdążyłam cię ostrzec o tym, że one lubią robić ludziom takie 'żarty'. - powiedziala w koncu i znów przygryzła nerwowo wargę, po czym posłała mu przepraszający uśmiech.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  16. Wciąż tłumiła chichot, kiedy obserwowała jak chlopak wychodzi z wody. Zmarszczyla smiesznie brwi, kiedy nagle strzepnal wodę z dłoni na nia. - Wcale ze nie było to specjalnie! - Stwierdzila rozbawiona krecac przy tym nieznacznie głową na boki. - Pozatym po czymś takim będziesz już na zawsze pamietal zeby sie do nich nie zbliżać. - Uśmiechnęła sie szeroko, a w jej policzkach pojawily sie dołeczki. Kiedy była młodsza również prawie wylądowała w tej rzece pośród najad, jednak jej siostra zdażyła ją odciągnąć od brzegu w odpowiednim momencie.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  17. Puściła nogi i usiadła normalnie opierając się na rękach. – Blair. – Powiedziała, po chwili uświadamiając sobie, że ta informacja prawie nic nie znaczyła. – Blair Croisseux, córka Posejdona. W Obozie jestem od czterech dni. – Westchnęła i otaksowała chłopaka spojrzeniem. Po paru minutach zaczęła dostrzegać między nimi pewne podobieństwo. – Ty zapewne jesteś grupowym tego domku? – Zapytała i ściągnęła brwi w zamyśleniu. – Czyli moim bratem…? – To wydawało się co najmniej dziwne. To tak, jakby dopiero poznawała swojego dalekiego kuzyna, czy coś, a nie brata, którego prawie w ogóle nie znała. Jeszcze raz na niego zerknęła. Czuła z nim więź rodzinną i ewidentnie coś ich do siebie przyciągało. A skoro mowa była o sprawach rodzinnych… - Często rozmawiasz z ojcem? W sensie z Posejdonem. – Zapytała. Większość obozowiczów unikała odpowiedzi na jej pytanie. Nie wiedziała czy czuli się urażeni, czy było im po prostu smutno i chcieliby utrzymywać bliższe kontakty z boskim rodzicem.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  18. Przekręciła nieznacznie głowę na bok obserwując z zaciekawieniem jak chłopak obsuszał kolejne części swojego ubrania. - Imponujące. - mruknęła cicho pod nosem jakby sama do siebie. - Powinieneś zapamiętać, takich 'lekcji' rzadko kiedy się zapomina. - zaśmiała się dźwięcznie. - Jeśli już jesteśmy w temacie ostrzegania... To polecam ci jeszcze nie prowokować najad, ani driad, ponieważ potrafią one potem nieźle dać w kość żeby się odegrać. - znów zerknęła w stronę rzeki, gdzie wciąż przebywały boginki wodne, tak na prawdę to nigdy im za bardzo nie ufała.- Proponuję się stąd oddalić. - mruknęła w końcu cicho..

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  19. Przygryzła lekko dolną wargę, zawsze robiła tak bezwiednie kiedy się nad czymś zastanawiała. - Może do pawilonu sztuki? - zaproponowała w końcu pierwsze lepsze miejsce jakie przyszło jej do głowy. Wiedziała, że ma teraz zajęcia na arenie, jednak wolała iść wszędzie tylko nie tam.

    | Charlie. |

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jakiś wątek?]

    ~ Miri

    OdpowiedzUsuń
  21. - Och… - Powiedziała i poczuła ukłucie w sercu. Nie dość, że matka nie spędzała z nią czasu, to jeszcze ojciec, którego nigdy nie widziała też będzie jej unikał. Zerknęła na Artena. Przynajmniej ma rodzeństwo, które jakoś będzie podtrzymywać ją na duchu, bo wątpiła, że jakoś zakorzeni się w Obozie Herosów. Podsumowując jakoś nie pasowała do tych wszystkich herosów. Nie potrafiła walczyć, zmieniała się w niewiadomo jakie zwierzę i kiedy, a na dodatek, była dzieckiem Wielkiej Trójki, więc powinna nie i s t n i e ć . Chrząknęła kończąc swoje rozmyślania. – Długo tu jesteś? – Zapytała. Z tego co wiedziała, potomek boga, który najdłużej był w obozie lub odniósł jakieś zwycięstwo zostawał grupowym.. Czy ona chciała przejąć dowództwo nad domkiem Posejdona? Co to, to nie. Nigdy nie chciała dowodzić nikim. Po prostu nie potrafi.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  22. Powiedzieć, że metody nauczania stosowane przez Miri były niekonwencjonalne, to tak jakby powiedzieć, że woda jest niecałkiem sucha. Przekonała się już o tym grupa delta, która jako pierwsza miała (nie)przyjemność brać udział w zajęciach. Chociażby chłopiec o zdolnościach medycznych, który został raniony wielokrotnie aż do momentu, gdy tempo leczenia znacząco spadło z powodu wyczerpanej energii. Gdyby był w grupie alfa, czyli tych, którzy w najwyższym stopniu opanowali swój dar najprawdopodobniej na starcie wylądowałby ze sztyletem w brzuchu, na swoje szczęście do nich było mu daleko. Wracając z zajęć wybrała się na przechadzkę po obozie, przyglądając się temu co zostało po staremu, jak i herosom, z których nie pozostał jej już nikt znajomy. Bycie półbogiem niestety nie wróżyło zbyt długiego życia. Docierając już blisko rzeki, przepływającej koło obozu, dostrzegła jakiegoś chłopca wpatrzonego w nurt, a do głowy wpadł jej głupi pomysł.
    "Skoro zamiast iść na ognisko, woli tu siedzieć, to jest spora szansa, że to syn Posejdona" - przemknęło jej przez myśl. Cicho wyciągnęła rękę w jego stronę. Dzieliło ich jakieś sto metrów, więc musiała się skupić. Powoli i bezszelestnie za chłopcem wyrósł pęd grubości ludzkiej ręki, a następnie jednym szybkim ruchem posłał herosa w stronę rzeki.
    "Wpadnie i będzie oddychać pod wodą, zatrzyma się na wodzie, czy odepchnie się od niej? Bogowie, obym tylko nie pokarała jakiegoś biedaka z innego domku. Wariatka ze mnie."

    ~ Miri

    OdpowiedzUsuń
  23. Standardowe użycie daru nieco rozczarowała łowczynię. Zaczęła się zastanawiać, czy chłopak jeszcze nie opanował go na tyle, był zbyt zaskoczony, czy po prostu zbyt leniwy by wykrzesać z siebie coś więcej. Cieszyła się natomiast, że nie trafiła na dziecko innego boga. Ten heros mógł osuszyć się sam.
    - Nie na ognisku?- spytała jak gdyby nigdy nic podchodząc nieco bliżej. Chłopak nie wydawał się szczęśliwy, ale z drugiej strony nie wyglądał również na wrogo nastawionego po brzydkim psikusie. Podziwiała jego spokój i fakt, że wpierw obserwował, dopiero później działał, to mogło się bardzo przydać w starciu. Jeśli miał do tego dobry kontakt z innymi, mógłby stać się dowódcą jakiegoś mniejszego oddziału. Jeśli nie, trzeba było znaleźć dla niego inne zadanie.

    OdpowiedzUsuń
  24. - Cała przyjemność po mojej stronie - rzuciła bezbarwnie. Obserwacja emocji innych była jednym z ulubionych zajęć łowczyni. W końcu z kumulacji pojedynczych emocji dało się odczytać na dłuższą metę większą część charakteru człowieka. Podobnie było z bogami i herosami. Chłopak nie ukrywał irytacji, prawdopodobnie, żeby dać jej do zrozumienia, że nie jest tu mile widziana, a przynajmniej nie, kiedy zaczyna ingerować w jego przestrzeń. Nie zamierzała nękać go zbyt długo, ale odpuścić już teraz też nie.
    - Ale może teraz skoro jednak nie udało ci się dosuszyć do końca, a widzę, że kąpiel też już Ci się znudziła, zmienisz zdanie i dołączysz do reszty? Przyda się czasem zmienić środowisko na lądowe.
    Łowczyni była bardzo ciekawa jak syn Posejdona będzie zachowywał się w większej grupie, ale z drugiej strony nie zamierzała naciskać. Zdawała sobie sprawę, że jej zachowanie musiało wydawać się dziwne. Nie żeby zwykle herosi odbierali ją jako specjalnie normalną, natomiast tutaj sprawa była o tyle trudna, iż nikt jej nie znał i nie wiedział czego się po niej spodziewać. Z drugiej strony dodawało to elementu zaskoczenia również wtedy, gdy było to przydatne.

    OdpowiedzUsuń
  25. Widok chłopca skojarzył się kobiecie bezsprzecznie z zaszczutym zwierzęciem. I ten wzrok. Sądziła, że niewielu jest w stanie ją rozpoznać już teraz, ale najwidoczniej plotka zdążyła obiec obóz z prędkością światła. Trochę przypominało to pierwszy raz gdy przybyła do obozu jako dziecko. Ile czasu minęło zanim pierwsza osoba, jej młodszy wujek, syn Aresa ją zaakceptował?
    Kobieta podeszła do ogniska, zachowała jednak odstęp od chłopaka. Nie chciała, żeby miał przez spotkanie z nią jakieś problemy. Śpiewy nie umilkły, herosi zaobserwowali jej przybycie, ale raczej nie robili z tego powodu zamieszania. Tylko co poniektórzy wymieniali kilka zdań najwyraźniej na jej temat, bo co jakiś czas zerkali w tę stronę. Już zamierzała dołączyć się do śpiewów, ale dostrzegła Chejrona, który najwidoczniej postanowił się z nią przywitać.
    - Miri, postarzałaś się - rzucił, a łowczyni posłała mu kuksańca w bok.
    - Kobietom się takich rzeczy nie wypomina - powiedziała z udawanym obrażeniem, ale zaraz po chwili uśmiechnęła się szeroko.
    - Jesteś tu dopiero tydzień i już zdążyłaś nabroić?
    - Wiesz jak to jest, metody opracowane przy Nathanie wciąż są skuteczne, ale najwidoczniej herosi nieco zniewieściali.
    - No przy tobie to wielu wydałoby się istnymi dziewczynkami - powiedział Chejron, czym zasłużył na kolejnego kuksańca.
    - Czy ty mi coś sugerujesz?
    - Nic ponadto co już i tak wiesz - rzucił centaur. - Co tutaj robisz? - spytał ciszej.
    - Obserwuję, notuję i sprawdzam, tym razem jakiegoś syna Posejdona.
    - Obiecujący?
    - Nie wiem, nic nie wiem poza tym, że wie, że ma dar i stara się go jakoś używać, ale jak dotąd widziałam tylko bardzo schematyczne wyjścia - to mówiąc zerknęła w kierunku chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Iii... Chyba nawaliłam - dodała w stronę centaura. Usiadła. Nie podejrzewała, że aż tak bardzo naruszyła jego strefę komfortu. Z drugiej strony, do niczego go nie zmuszała. Czy lęk przed nauczycielem mógł coś takiego sprawić.
    Oj Miri, kiepski z ciebie pedagog - skarciła się w myśli. Zaczęła bliżej przyglądać się innym herosom, zastanawiając się co może zrobić, żeby trochę naprawić to do czego doprowadziła.

    Dwa dni później, udało się jej złapać chłopaka w innym miejscu przy wodzie. Już z daleka widziała, że jest bardzo niezadowolony z jej obecności, ale nie interesowało jej to.
    - Hej, widzę, że bardzo nie odpowiada ci towarzystwo zbyt wielu osób, więc się streszczę, przychodzę tylko z krótką propozycją - miała nadzieję, że chociaż trochę zainteresuje to chłopaka. Starała się wyglądać przyjaźnie i nie naciskać. Liczyła tylko na to, że do każdego można dotrzeć prędzej, czy później - Pójdziesz ze mną i dwiema innymi osobami na misję. Ważną, ale wymagającą. To da ci kilka dni poza obozem, a w luźniejszych chwilach będziesz mógł spokojnie robić co ci się podoba. No i przynajmniej odetchniesz nowym powietrzem.
    Nie mam pojęcia co ten dzieciak potrafi, ale trzeba zrobić coś żeby odnalazł się nie tylko w kilku miejscach na brzegach zbiorników wodnych. Poza tym ponoć wiara czyni cuda, jeśli będzie współpracował, to nic nie powinno mu się stać - pomyślała łowczyni.

    OdpowiedzUsuń
  27. - Och, nie miałam pojęcia. W takim razie może podasz mi ich nazwiska i zapomnimy o całej sprawie? - powiedziała, licząc, że chłopak zrozumie żart.
    Miri bierzesz tę sprawę zbyt osobiście - skarciła się po raz kolejny.- To, że dzieciak nie jest w grupie top dziesięciu najbardziej uwielbianych herosów, czy top pięć towarzyskich, to jeszcze nie znaczy, że jemu jest z tym źle albo, że potrzebuje jakiejkolwiek zmiany. Nie porównuj się z nim.
    - Mogłabym wziąć najsilniejszych i nawet inteligentnych dupków, z którymi użerałabym się, bo są zbyt pewni siebie, aż w końcu by się przeliczyli co do swoich możliwości i wróciłabym ciągnąc za sobą trupy. Mogłabym wziąć kogoś, kto miałby nadnaturalne umiejętności w opanowaniu daru, który byłby niepokonany, ale takiej osobie misja nic by nie dała. Mogłabym wziąć kogoś z grona tych, których kocham, ale ci których kochamy giną na misjach pierwsi, to taki bonus od losu, dlatego nigdy nie chodź na misję z kimś kogo kochasz. No i mogę wziąć kogoś, kogo nie znam i kto sam w siebie nie wierzy, żeby dać mu szansę, jeśli tego potrzebuje. Ale sami wiemy najlepiej czego potrzebujemy, dlatego decyzję powinniśmy podejmować sami, będąc asertywnymi do granic możliwości.
    Gówno prawda Miri, ci, których kochasz już zginęli na innych misjach, nie mogłabyś wziąć nikogo z tej kategorii, już nie, ale to nie znaczy, że temu dzieciakowi w obozie jest źle. Może właśnie próbujesz wyciągnąć stąd kogoś, dla kogo to dobre miejsce.
    Myśli kłębiły się w głowie łowczyni. Dlaczego ten dzieciak musiał jej przypominać młodą ją samą, przecież byli kompletnie różni. Prawie jakby się jej instynkt macierzyński załączył, chociaż z drugiej strony nie miała dzieci i nigdy nie miało się to zmienić. Może to dar od losu, że została nauczycielką.

    OdpowiedzUsuń
  28. Łowczyni prychnęła rozbawiona.
    - Chyba czegoś nie rozumiesz. Nie istnieje "może się zastanowię". Odpowiedzi są dwie: tak, chcę przeżyć przygodę, spróbować czegoś nowego i się sprawdzić albo nie, nie czuję się, mam to głęboko w tyłku Zeusa. Obie są poprawne, ale wybrać możesz jedną. Jeśli się zdecydujesz, przyznaję, możesz zginąć, jeśli nie, być może kiedyś będziesz miał ponownie szansę. Szanuję cię, ale nie będziesz mi dyktować warunków. Chyba nie sądzisz, że będę zdradzać jakiekolwiek szczegóły misji, zanim nie zbiorę pełnego składu
    Ta rozmowa przestaje mieć sens, dzieciak będzie wolał siedzieć w domku na tyłku, a ja znajdę innych, którym trzeba dać szansę - przemknęło jej przez myśl i chyba nawet poczuła lekki zawód. Pamiętała swoją misję indywidualną, Sakurę i Fiorda, zaginione rodzeństwo. Pamiętała jak sama przyszła prosić o możliwość wyruszenia. Pamiętała wysuszoną wyrocznię, widziała ją wielokrotnie i za każdym razem obie wyglądały tak samo. A teraz miała stawić się przed nią ponownie. Znów tylko one dwie będą takie same, a cała reszta świata zmieniona.

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie ma mowy, żeby ten dzieciak się zgodził, jeszcze go przestraszyłaś tą całą gadką. On pewnie ma dość już i ciebie i wszystkich twoich...
    Nagle kłębowisko myśli w głowie dziewczyny zamilkło i ona sama zamilkła. Przez chwilę wpatrywała się tylko w chłopaka uważnie. Może blefował i teraz czeka tylko, żeby wypalić, że to wszystko to tylko pic na wodę. Kiedy już w końcu uwierzyła poczuła się trochę jak mała dziewczynka, która dostała czekoladę i ta tabliczka wydawała jej się tak wielka, że nie do końca wiedziała co z nią zrobić.
    - Hmmm... Liczę, że umiesz trzymać gębę na kłódkę, na razie dostajesz kredyt zaufania. Prawdę powiedziawszy, to jeszcze nie wiem kto z nami pójdzie. Muszę znaleźć nową ofiarę do nękania aż się zgodzi - to mówiąc wytknęła język.- A chodzi tylko o taką drobną sprawę, że mitologiczne stwory znalazły sposób, żeby dostać się do obozu, superjednostkę. Jest w stu procentach skuteczna i teraz szykują ich mini armię. Ktoś musi rozpoznać teren i poznać minusy tego planu - powiedziała jak gdyby nigdy nic, ale wewnątrz aż cała drżała na myśl co mogłoby się stać, gdyby plan potworów wypalił. Było jeszcze coś, ale o tym Miri wolała na razie nie wspominać. W końcu nie mogła powiedzieć wprost, że potwory tworzyły te jednostki krzyżując się z ludźmi i że półludzie półpotwory ginęły tak jak ludzie, a nie zmieniały się w złoty pył. Znała jeszcze kilka mniej ważnych faktów, które otrzymała w liście od Hermesa. Łowczyni nie była jednak pewna, czy chłopak zasługuje aby je od razu usłyszeć.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Jak będę gotowa… - Mruknęła. Kiedy to będzie? Za dziesięć lat? Jak już nauczy się władać bronią i utożsami się z byciem herosem? Sama nawet nie wiedziała czy chce z nim porozmawiać. Okay, bogowie i półbogowie – dwa różne światy, ale mogli by czasem odezwać się do swoich dzieci i zapytać: Cześć! Pourywałaś już głowy jakimś potworom? Matka, pewnie nic sobie nie zrobiła ze zniknięcia swojej córki. Żyje jej się jeszcze lepiej, gdyż nikt nie pałęta się po domu i nie marnuje jej pieniędzy. Jak na razie jedynym członkiem rodziny z jakim będzie utrzymywać jakikolwiek kontakt zapowiadał się Arten. Mogliby też wtargnąć do domu Posejdona, gdyż musiał mieć swoje własne królestwo, a nie tylko Olimp, ale to było zbyt wczesne zważając na to, że jest w Obozie dopiero parę dni. – Miesiąc. Zatem znasz już Obóz. – Spojrzała w jego stronę. – Oprowadzisz mnie? – Uśmiechnęła się delikatnie. Co prawda Chejron pokazał jej okolicę, ale zrobił to zbyt szybko dla jej ciężko myślącego umysłu i myliła gdzie leży boisko do siatkówki, a gdzie Pawilon. Arten był jej bratem, mogliby podczas tego spaceru zacieśnić więzi.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  31. Miri uśmiechnęła się, słysząc pytanie chłopaka.
    - Wiesz, treningi zawsze się przydadzą. Chociaż szczerze powiedziawszy jestem bardziej ciekawa jak radzisz sobie z pojedynczymi kroplami wody niż z mieczem, bo to, że jako syn Posejdona umiesz tworzyć fale i panować nad nimi jest raczej oczywiste. Natomiast wykorzystanie opiłków niebiańskiego spiżu na kroplach wody jako pocisków ma szansę zdecydowanie zwiększyć nasze szanse podczas tej misji. Wszystko zależy od twojej celności, dokładności i zasięgu korzystania z daru.
    Powiedziawszy na głos to, co siedziało jej w głowie od stosunkowo krótkiej chwili, poczuła, że wymaga wiele, ale z drugiej strony, jeśli chłopak temu podoła, ma szansę maksymalnie wykorzystać potencjał daru. Zawsze zazdrościła tego dzieciom Posejdona. Panowanie nad wodą, leczenie wodą, suszenie, kontakt z końmi, oddychanie pod wodą... Możliwości były prawie nieograniczone, wystarczyła odrobina wyobraźni.

    ~ Miri

    OdpowiedzUsuń
  32. Obserwowała jak Arten szedł w stronę swojego łóżka, ale najwyraźniej nie znalazł tego czego chciał, bo wrócił do niej bez żadnych zmian w wyglądzie. Na twarz Blair wpłynął uśmiech. Słyszała co nieco o sprzątaniu domków, a ten, który będzie miał najmniej punktów w skali czystości, będzie zmywał naczynia przez całe wakacje. Taka perspektywa nie była zbyt pocieszająca. Będą musieli wziąć się za solidne porządki. Zgarnęła bluzę ze swojego posłania, gdyż Obóz był naprawdę ogromny i trochę im pewnie zajmie zwiedzanie wszystkiego. – Jak leci. – Wzruszyła ramionami. Zapamiętała tylko lokalizację Pawilonu i Domków, czyli tego co najważniejsze. – Jak uważasz, braciszku. – Powiedziała i dała nacisk na ostatnie słowo. Powoli już się przyzwyczajała do tego wszystkiego. Wstała z łóżka i za Artenem, zamknęła drzwi.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  33. Łowczyni zastanawiała się, czy chłopak ma tak duże kompleksy, czy tylko, bazując na wcześniejszych doświadczeniach, zdaje sobie sprawę ze swoich faktycznych umiejętności. Miri od początku zakładała, że chłopak mógłby ćwiczyć swój dar sam, o czym nie omieszkała powiedzieć Artenowi. W końcu każdy dar jest indywidualny i o ile mogła szukać luki w myśleniu i działaniu herosów, którzy przychodzili do niej z konkretnym problemem lub dobierać parami przeciwników, mogących wzajemnie rozwinąć swoje umiejętności, o tyle zdecydowanie większa inicjatywa należała do półbogów samych w sobie.
    - To była tylko propozycja tego, czego ja bym spróbowała, dysponując takim darem. Niestety dla mnie słuchają mnie tylko roślinki.
    Rzeczywiście Miri nie uznawała swojego daru za coś wielkiego, choć zdawała sobie sprawę, że nie każdy obozowicz posiada jakąkolwiek odkrytą zdolność. Wierzyła w to, że w większości wypadków składała się na to nieodpowiednia praca z młodymi półbogami, ale nie wykluczała, iż nie każdy otrzymał wystarczającą cząstkę boskości. Mówiąc prościej swoją umiejętność klasyfikowała jako świetnie wyszkoloną zdolność niskiego stopnia.

    ~ Miri

    OdpowiedzUsuń
  34. [Chętnie, chętnie. c: Ale trzeba mi czasem przypomnieć, że mam odpisać. Tak uprzedzam.]

    OdpowiedzUsuń
  35. [Może Ty? ^ ^' Nie mam pomysłu kolejnego na zaczęcie. :< ]

    OdpowiedzUsuń
  36. Oglądała wszystko z należytą uwagą, chcąc zapamiętać gdzie co się znajduje. Na dodatek Arten wygłaszał swoje rady, zdobyte przez miesięczne doświadczenie. – Za późno. – Mruknęła. – Trenuje mnie jeden z synów Aresa. – Westchnęła. Alec nie był taki zły, miał tam jakieś podejście psychologiczne, ale zawsze kończyła zajęcia obolała z mnóstwem siniaków na nogach i drobnymi ranami. Odwoływała się do Pana D., prosząc o kogoś ‘łagodniejszego’, ale wszyscy inni byli zajęci. Nie próbowała znowu wchodzić do Wielkiego Domu, gdyż nie chciała narazić się na kolejną furię od strony boga, który najwyraźniej zapamiętał ją jako zbyt natrętną heroskę. Spojrzała na walczących półbogów. Walka wcale jej nie fascynowała, ale z lekkim zainteresowaniem zerkała na ich postawy bitewne i sekwencję ruchów.
    Potem po kolei odwiedzali kolejne obiekty, a Blair wyrobiła sobie mapę Obozu w głowie. Ze stajni pegazów dało się słyszeć ‘ludzkie’ słowa, słyszalne tylko dla uszu Dzieci Posejdona. Minęli Pola truskawek, które pachniały wybornie. Spojrzała na niego z niemym pytaniem. – Alergia? – Lekko się zdziwiła. Kojarzyła półbogów jako coś mocnego i niezniszczalnego, a tu Arten wyskoczył ze zwykłą alergią... Ona sama też przecież była herosem i to dość marnym. Uśmiechnęła się i w siostrzanym geście wyjęła mu trochę słomy z włosów. Nie pytała jakim cudem się tam znalazła.
    Minęło już parę godzin i powoli zaczęło się ściemniać. Blair założyła swoją bluzę i stanęła przed ścianką wspinaczkową. Oddała Artenowi kuksańca w żebra i położyła ręce na biodrach ilustrując obiekt. – Nie wytrzymałbyś? – Spojrzała na niego. – Jesteś synem boga wody, możesz jakoś nawilżyć swoją skórę i nie będzie już tak gorąco. – Uśmiechnęła się do niego. – To co? Kto pierwszy na górze, ten oddaje drugiemu deser przez tydzień?

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  37. Siedziała wśród innych dziewczyn, które ponoć były jej siostrami.. Nie przyznałaby się do nich. Były rozchichotane, ale nie w ten fajny sposób, że się cieszyły, a raczej.. No, nie trawiła tego. Dziewczyny wdzięczyły się do chłopaków, co ją osobiście odpychało. Dlatego po jakimś czasie przesunęła się nieco dalej od nich, żeby nie zostać z nimi powiązaną. Z pewnym znudzeniem wpatrywała się w trenujących chłopaków, bo niezbyt interesował ją ten 'sport', ale z drugiej strony faktycznie było na co popatrzeć. Starała się wyciągać wnioski z tego, co widziała, bo zdawała sobie sprawę z tego, że na pewno jej się to przyda. Skrzywiła się, widząc wredny uśmiech jednego z trenujących chłopaków i pokręciła głową. Znudziło jej się. Wstała i ruszyła na dół, znajdując się w którymś momencie niebezpiecznie blisko areny.

    Aurelie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie spodziewała się. Nawet nie pomyślała, jak dużo radości w tej chwili wydarzenia mogłyby sprawić Grumpy Cat'owi, kiedy miecz leciał sobie radośnie, we własnej radości furkocząc w powietrzu. Odwróciła się w ostatniej chwili, chyba tylko po to, by lśniące ostrze zdążyło odbić się w bladoniebieskich oczach, a chwilę później odbiły się w niej także krople wody. Kilka sekund później leżała z twarzą w błocie, nie mając pojęcia, co tu się właściwie wydarzyło. Wsparłszy się na dłoniach trochę tak, jakby robiła pompkę, podniosła się odrobinę i syknęła cicho. Coś wbiło jej się w dłoń, więc zaraz znów opadła na ziemię, nie mając w tej chwili ochoty się ruszyć. - Dzięki za kąpiel błotną.. - Mruknęła tylko.

    Aurelie.

    OdpowiedzUsuń
  39. - No zobacz, BeHaPe. Jest chyba wszędzie. - Mruknęła cicho, wstając z jego pomocą. Zerknęła w stronę śmiejących się osób i zmrużyła lekko oczy.
    - Świetnie. Drugi dzień w obozie, a ja już jestem pośmiewiskiem. Witaj, codzienności. - Prychnęła cicho, wycierając dłońmi błoto z twarzy.
    - Serio tamte idiotki są moimi przyrodnimi siostrami..? Rany, wstyd za taką rodzinę.. - Syknęła cicho, kręcąc z dezaprobatą głową.
    - I sorry za przerwanie Ci treningu. Nie pomyślałabym, że może mi się oberwać za samo to, że chciałam sobie pójść. Jestem Aurelie Viene Noella Lacroix, córka Afrodyty i Philippe Lacroix'a. - Przedstawiła się cicho.

    Aurelie.

    OdpowiedzUsuń
  40. Skrzyżowała chude, ubłocone ręce na piersi i spojrzała z powątpiewaniem na syna Hermesa. Zirytował ją nieco, ale powstrzymała się od złośliwych komentarzy, jedynie czekając, aż skończy mówić, a najlepiej sobie pójdzie. Ale nie poszedł, zamiast tego wkurzając także Artena.
    - Hola, nie jestem małym dzieckiem i nie potrzebuję, żeby ktoś się mną zajmował. O mały włos nie przybiliście mi obaj głowy do ściany, później przewróciliście mnie twarzą w błoto, tuż przed oczami moich niby-sióstr. Szczerze? Bezpieczniej chyba będzie dla mnie, jeśli poradzę sobie sama. - Mruknęła cicho. - Tylko uprzedzam, że jak któraś z tych idiotek piśnie do mnie chociaż słówko nie tak jak trzeba, będzie trzeba wymyślić sposób na przywrócenie jej dawnego wyglądu i wzoru uzębienia. - Warknęła cicho.

    Aurelie.

    OdpowiedzUsuń
  41. - Pamiętaj, że wysokość bywa niebezpieczna. Zawsze możesz spaść i skręcić kark. - Mruknęła, pozornie życzliwym tonem w stronę dzieciaka Hermesa, a kiedy ten poszedł, przeniosła spojrzenie na Artena.
    - Jasna sprawa. Teraz jak już wiem, że durne zejście z trybun grozi śmiercią, będę uważać. Może wtedy przeżyję tu dłużej niż dwa dni. - Zażartowała, zbierając ubłocone włosy na jeden bok.
    - Znasz może najbliższą drogę do domku Afrodyty? Ciągle się tu gubię, a chyba chciałabym się przebrać. I umyć włosy..

    Aurelie.

    OdpowiedzUsuń
  42. - Niezła technologia. - Mruknęła, widząc, jak miecz nagle staje się brelokiem. Nie widziała jeszcze nigdy czegoś takiego. Ruszyła wolno za nim, rozglądając się nieco nerwowo.
    - Ee.. Arten, a zakładając, że ktoś nie ufa niczemu co ostre i się po prostu boi, to też musi tak trenować jak Wy dzisiaj? Walka jest mało kobieca. - Stwierdziła cicho, trochę niepewnym tonem.

    Aurelie.

    OdpowiedzUsuń
  43. Miri cieszyła się, że Arten nie ustaje w ćwiczeniach. Czasem próbowała go znaleźć, jeśli nie miała nic lepszego do roboty. Wychodziło z mniejszym lub większym skutkiem, tak więc w duszy śmiała się, że oboje trenują, tylko w innych dziedzinach. Zauważyła nawet, że chyba ominął kilka posiłków, choć może po prostu nie dostrzegła go, rozmawiając ze współlokatorami. Wielu z nich miało naprawdę sporo ciekawych historii do opowiedzenia i dopiero poznawała je wszystkie. W przeciwieństwie do chłopca nie przygotowywała się fizycznie do misji. Nie, żeby nie było dziedzin w których mogłaby być lepsza, ale wygodnictwo nie pozwalało jej na takie "marnotrawstwo" jej czasu. Przykra sprawa, że w kwestii pracy nad sobą znacznie przewyższali ją podopieczni.

    ~ Miri

    OdpowiedzUsuń
  44. - Okej. Niewiele mi, szczerze mówiąc, wyjaśnili, ale dobrze wiedzieć. Nie chcę wymachiwać mieczem. Nie chcę kogoś tak zmieszać z błotem, jak Wy mnie w dosłownym sensie. - Zaśmiała się cicho. Dość blisko już byli domku Afrodyty, więc nieco się rozluźniła. Niedługo będzie czysta i nie będzie się przejmowała warstwami błota.

    Aurelie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Zerknęła w stronę, którą wskazał. Kiwnęła lekko głową.
    - Nie żeby coś, ale zazwyczaj sama radzę sobie z natrętami.. To, że później jestem wyrzutkiem, to inna sprawa, ale chyba się przyzwyczaiłam. Dzięki za odprowadzenie. Jak chcesz to wejdź i poczekaj na mnie kilka minut, to się ogarnę.. - Zaproponowała, patrząc na niego.

    Aurelie.

    OdpowiedzUsuń
  46. Wzruszyła ramionami z lekkim uśmiechem. – Krew herosa zaczęła krążyć w moich żyłach. Zaczyna się niewinnie, ale potem, kto wie? Może nawet wyzwę samego Aresa na pojedynek. – Zaśmiała się, ale po chwili urwała widząc, że Arten zaczął już biec do ścianki wspinaczkowej. Blair otoczyła swoje ciało wodą i zaczęła się wspinać. Uważnie stawiała stopy i nie podchodziła zbyt blisko lawy. Rzeczywiście, nawet pod ochronną powłoką wody czuła jej gorąc. Dzieci Hefajstosa prawdopodobnie nie miały problemu z tak wysoką temperaturą, ale zwykle byli bardziej masywniejsi i umięśnieni, więc wspinaczka szła im dość ciężko. Blair dogoniła brata i zrównała się z nim. Niewiele im brakowało, aby dojść na szczyt, a wspinali się ramię w ramię.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  47. - Arten! – krzyknęła, gdy spadł ze ścianki wspinaczkowej. Miała nadzieję, że nic mu się nie stało. Przyciągnęła się bardziej do ściany, bo znacznie się od niej oddaliła, co groziło tym samym co spotkało jej brata. Tyle, że ona pewnie skończyłaby ze złamanym kręgosłupem. Ostrożnie zeszła, aby nie poślizgnąć się na wodzie, którą otoczyła swoje ciało. Gdy jej stopa dotknęła ziemi, usunęła wodną powłokę i podbiegła do swojego brata. – Wszystko w porządku? – Spytała i kucnęła przy nim uważnie go oglądając. Nic poważnego mu się nie stało, skończył, na szczęście, tylko z siniakiem. – Ty to kochasz rywalizację. – Uśmiechnęła się i podała mu rękę.
    Z oddali słychać było radosne głosy, które ogłaszały, że ognisko zostało rozpoczęte. Ogień był widoczny z daleka i rozwiewał otaczające ich nocne ciemności. Gdy Arten wstał, Blair założyła bluzę. – Idziemy? – Włożyła ręce do kieszeni i kiwnęła głową w tamtą stronę.

    | Bliar

    OdpowiedzUsuń
  48. (hejj może wątek? :D)
    |Chanel

    OdpowiedzUsuń
  49. Blair przewróciła oczami. – To nie moje towarzystwo. Ja do nich nie pasuję. – Oznajmiła i założyła ręce na piersi. Zapewne znalazłby się ktoś kto by ją polubił, ale nie przepadała za śpiewaniem ogniskowych piosenek i zbytnim kontaktem z ogniem. – A poza tym, kto umili mi tak towarzystwo jak nie ty? – Uśmiechnęła się w jego stronę. Cóż, na razie wychodziło, że jej przyjacielem jest Arten i Lena, ale dziewczyna aktualnie była na misji. – Chcesz wrócić do domku? – Zapytała, rzucając przelotne spojrzenie ku ogniska. Zdecydowanie nie pasowała do tych energicznych herosów. Blair była raczej spokojna i nieśmiała.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  50. Potaknęła głową, wyrażając swoją zgodę i podążyła za nim. Obóz nie był taki wielki jak się wydawał na początku. Może dlatego, że Arten pokazał jej każdy zakamarek i teraz przynajmniej się w nim nie pogubi. – Miri? – Powtórzyła jak echo i zerknęła na swojego brata. – Jest całkiem fajna, a przynajmniej rozumie mój, ech… problem. – Uczyniła rękami akapit przy ostatnim słowie. Swoje zdolności odziedziczone po ojcu wyćwiczyła do perfekcji, gorzej było ze zmianą w zwierzęta. Nadzieję dawało jej to, że znalazła osobę z podobnym darem, nie była odmieńcem, ale Fierce nie był zbyt skory do pomocy.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  51. [Chętnie. ;) Masz może jakiś pomysł, ewentualnie jakieś propozycje, co do bliższego powiązania. Jako rodzeństwo lubią się, nie lubią?]

    Thea

    OdpowiedzUsuń
  52. [ Nie ma sprawy. Nowy wątek? Z chęcią, bo skończyli już zwiedzać Obóz c; ]

    Otworzyła leniwie oczy. Sny powoli ją opuszczały i jedną nogą była już w rzeczywistości. Rzadkością było wysypianie się w Obozie, ze względu na poranne treningi, ale gdy zerknęła na zegar, o mały włos nie spadła z łóżka. Zegar wskazywał dziewiątą, a ona nadal leżała zagrzebana w pościeli. Najwidoczniej pobudka ominęła dzisiaj domek Posejdona. - Arten? - Dźwignęła się do siadu i przetarła oczy. Jej brat również gdzieś zniknął. Z dezorientacją rozglądnęła się po domku. Nikogo nie było. Szybko przebrała się w obozowe ubrania i wyszła na zewnątrz. Herosi nadal chodzili w tę i z powrotem. Więc wojna była wykluczona, a wtedy nie budzili by Blair, bo była słaba w walce. Westchnęła zrezygnowana i skierowała się do Pawilonu. Możliwe, że była jakaś narada i Arten, jako grupowy domku, miał obowiązek na nią iść. Weszła do Pawilonu i ze spuszczoną głową szybko przemknęła do swojego stolika. Nie znosiła gdy wszyscy się na nią patrzyli, a zdarzało się to dosyć często. Rozpromieniła się, gdy zobaczyła swojego brata. Usiadła na ławce obok niego i została uściskana. Przez chwilę lekko się speszyła, ale odwzajemniła uścisk. Arten był wprost wymarzonym bratem i byli do siebie strasznie podobni. - Dzięki - Powiedziała z nieśmiałym uśmiechem i od razu poczuła na sobie spojrzenia innych. - Rozmawiałeś z Leną? - Uniosła brew. Arten był równie nieśmiały co Blair, może trochę mniej, ale i tak musiał zebrać się w sobie, aby podejść do znajomej z widzenia osoby. - Wystawa brzmi wspaniale. - Uśmiechnęła się i zmierzwiła mu włosy. - Masz pozwolenie od Pana D?- Zapytała. Nie należała do jego ulubienic, więc nie wiedziała czy im pozwoli.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  53. (Przepraszam za długą nieobecnośc... :D Pomysły? hm...myśle że możemy poleciec na żywioł C:)
    Biegła wąską piaskową dróżką. Jej jasne włosy powiewały w tyle,niczym jej własna flaga narodowa,a w gardle paliło od niedoboru wody. Usta miała spierzchnięte ,a jej oczy przybrały fioletową barwę. I nie. Nie uciekała przed potworem czy kiepskim natrętnym adoratorem. Po prostu biegła,pędziła jak ptak,chcąc czuc się wolna Chłodny wiatr wciskał jej się w twarz,a trawe zalewało blade światło wschodzącego słońca. Mimo ,że przebierała nogami najszybciej jak mogłajej ciała nie pokrywała nawet najcieńsza warstwa potu. W końcu dostrzegła zakręt i postanowiła ,że jak go ominie to przez chwilkę odsapnie. Myśl ta dodała jej energii,przyspieszyła do granic możliwości,a gdy w końcu minęła zakręt uderzyła o coś (względnie kogoś) twardego,a siła uderzenia odrzuciła ją na ziemię.
    -Chanel

    OdpowiedzUsuń
  54. [ Tak bardzo zaniechałam tego bloga ;-; Nawet nie skończyliśmy wątku z urodzinami Blair, a urodziny Artena zdążyły już minąć ;-; ]

    Kto by pomyślał, że Arten nie będzie pytał o zdanie kierownika obozu, który i tak by się nie zgodził. Najwyraźniej cicha woda brzegi rwie. Zresztą, jeśli by ich nakryli, kara byłaby łagodniejsza gdyby po prostu opuścili granice obozu bez pytania, niż złamali polecenie Dionizosa. Prawy kącik ust Blair uniósł się delikatnie do góry. - Kiedy wyruszamy? - powiedziała ciszej niż zwykle. W tym harmiderze było mało prawdopodobne, aby ktokolwiek ich usłyszał, ale wolała się ubezpieczyć. Czarnowłosa nigdy nie opuszczała obozu. Nie miała odwagi wyjść sama, do świata pełnego potworów, a wolała nie wsypywać się już na wstępie pytając kogoś znajomego czy pójdzie z nią i sprawdzi co u jej matki, która jak nigdy dotąd się nie odzywała, niedawno wysłała do Blair list, w którym prosiła o szybkie spotkanie. To wydawało jej się co najmniej dziwne.

    | Blair

    OdpowiedzUsuń
  55. Cóż, Dionizos nie był najmilszą osobą jaką znała i zdążył już ją chyba zapamiętać jako tego 'natrętnego' herosa. Pamiętała jak czekała na zajęcia z Bellamy'm, a bóg karmił swojego geparda i patrzył na Blair, jakby to właśnie jej mięso dawał mu na obiad. Mimowolnie wzdrygnęła się na to wspomnienie. Z uśmiechem chwyciła Artena za rękę i pociągnęła go w stronę domków, aby przygotować się do ich wyprawy. W końcu byli dziećmi Posejdona i działali jak większy lep na potwory. Blair wyciągnęła plecak spod łóżka i spakowała trochę ambrozji, wodę, jakiś prowiant, a za swój pasek wsunęła sztylet. Zapięła zamek i założyła plecak na plecy, patrząc na swojego brata. - Gotowy?

    | Blair

    OdpowiedzUsuń