Geranon
Fosforos
17.04
syn Helios'a
18 lat
186 cm
amnezja wsteczna
szybki metabolizm
oczy wahają się pomiędzy kolorem miodu, a jasnym brązem (zależnie od oświetlenia)
syn Helios'a
18 lat
186 cm
amnezja wsteczna
szybki metabolizm
oczy wahają się pomiędzy kolorem miodu, a jasnym brązem (zależnie od oświetlenia)
Nic nie czuł. Później czuł wszystko. Ból tak wszechogarniający, że nie był w stanie stwierdzić skąd pochodzi. Serce zaczęło bić szybciej, a kiedy sprzęt zanucił irytujący sygnał zbiegły się pielęgniarki. Sam nawet nie był pewien skąd wiedział, że tak się nazywały.
-Hej, spokojnie. - Kobieta nachyliła się nad nim. Wahała się czy położyć doń na jego ramieniu, czy na barku, nie zrobiła tego w ogóle. - Jesteś w NewYork-Presbyterian Hospital, zaraz przyjdzie doktor. - Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie, ale serce nadal biło zbyt szybko, a oczy poruszały się zagubione po pomieszczeniu. Nic nie wyglądało znajomo.
-Jestem Doktor Hills. - Odparł mężczyzna zaglądający mu teraz w twarz. - Czy wiesz jak się nazywasz?
Geranon pokręcił głową.
-Możesz mówić?
Właśnie, mówić. -Tak. - Mruknął ochryple, marszcząc brwi na dźwięk swojego głosu. Był taki obcy...
-Czy wiesz co się stało?
-Nie.
-Czy pamiętasz cokolwiek z przed wypadku?
Wysilił umysł aby coś sobie przypomnieć, ale była tam tylko wielka czarna pustka. Przełknął ślinę. - Nie... - Chciał podnieść się do siadu, ale przeszył go jeszcze gorszy ból. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, leżał znów bezradnie. - Co się stało?
-Hej, spokojnie. - Kobieta nachyliła się nad nim. Wahała się czy położyć doń na jego ramieniu, czy na barku, nie zrobiła tego w ogóle. - Jesteś w NewYork-Presbyterian Hospital, zaraz przyjdzie doktor. - Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie, ale serce nadal biło zbyt szybko, a oczy poruszały się zagubione po pomieszczeniu. Nic nie wyglądało znajomo.
-Jestem Doktor Hills. - Odparł mężczyzna zaglądający mu teraz w twarz. - Czy wiesz jak się nazywasz?
Geranon pokręcił głową.
-Możesz mówić?
Właśnie, mówić. -Tak. - Mruknął ochryple, marszcząc brwi na dźwięk swojego głosu. Był taki obcy...
-Czy wiesz co się stało?
-Nie.
-Czy pamiętasz cokolwiek z przed wypadku?
Wysilił umysł aby coś sobie przypomnieć, ale była tam tylko wielka czarna pustka. Przełknął ślinę. - Nie... - Chciał podnieść się do siadu, ale przeszył go jeszcze gorszy ból. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, leżał znów bezradnie. - Co się stało?
-Rany cięte od noża, miecza nawet, jeden miał przy sobie. - Słyszał głos doktora dochodzący z korytarza. - Oprócz tego zadrapania... jakich jeszcze nie widziałem, nie w Nowym Jorku. Jakby lew go zaatakował. Miał połamane dwa dolne żebra po lewej stronie, wybity lewy bark i złamane lewe ramię. Dłonie miał poparzone, ale teraz wyglądają już dużo lepiej, nie stracił w nich czucia z tego co wiemy. - Doktor na chwilę zamilkł, patrzył chyba na kartę. - Ogólnie, to cud, że żyje z tyloma obrażeniami. Nie wyglądało to na wypadek samochodowy, ani motocyklowy, ani próbę zabójstwa, nie było śladu po kulach. Miał za to wstrząśnienie mózgu i krwotok wewnętrzny, gdyby nie to, że ktoś do nas zadzwonił tak szybko mógłby już nie żyć.
-Właśnie. Świadek. Jak się nazywał? - Odezwał się gruby męski głos.
-To był anonimowy telefon z tego co mi wiadomo.
-Chcę porozmawiać z chłopakiem.
-Pierwszy raz wybudził się dopiero 2 godziny temu, szybko stracił przytomność. Nie wie kim jest, ani niczego nie pamięta. Nie wiem czy będzie czuł się na siłach aby rozmawiać.
-Proszę sprawdzić. Ja poczekam.
-Właśnie. Świadek. Jak się nazywał? - Odezwał się gruby męski głos.
-To był anonimowy telefon z tego co mi wiadomo.
-Chcę porozmawiać z chłopakiem.
-Pierwszy raz wybudził się dopiero 2 godziny temu, szybko stracił przytomność. Nie wie kim jest, ani niczego nie pamięta. Nie wiem czy będzie czuł się na siłach aby rozmawiać.
-Proszę sprawdzić. Ja poczekam.
-Nazywasz się Geranon Fosforos, nawet nie wiem dlaczego, bo twoja matka nazywała się Caroline Bailey. Kto tak dziecko krzywdzi. - Policjant pokręcił głową. - Mniejsza... została zabita dwa lata temu, dźgnięta nożem, a ty akurat wtedy zniknąłeś.
Dech stanął mu w piersi, oczy otworzyły się szerzej.
-Ja nie wiem, czy to jest dobra pora, żeby podawać mu takie informacje... - Wtrąciła się pielęgniarka, która właśnie stała obok.
-Nie mówię pani jak ma pani wykonywać swoją pracę, wolałbym, żeby mi nie mówiono jak mam wykonywać swoją. - Policjant znów odwrócił do niego głowę. Miał chłodne spojrzenie.
-Teraz nagle się pojawiłeś i bardzo wygodnie nic nie pamiętasz.
Geranon zmarszczył brwi. -Co mam panu powiedzieć? Nie mam żadnych wspomnień, ledwo uszedłem z życiem i nawet nie wiadomo po czym, a teraz dowiaduje się, że moja mama nie żyje. - Z każdym słowem głos chrypnął mu bardziej, aż zaczął kasłać.
-Myślę, że... - Pielęgniarka zaczęła, patrząc z niepokojem na chłopaka, charczącego już krwią. - że już wystarczy tych pytań. - Podała Geranonowi metalową nerkę. A gdy policjant już wyszedł położyła mu rękę na bark. -To nic poważnego, niedługo powinno przejść.
Chłopak pokiwał głową i odebrał ręcznik papierowy, żeby wytrzeć usta.
-Przyniosłam Ci coś. - Uśmiechnęła się i wręczyła mu zegarek, wgięty z lekka w kilku miejscach.
Przyjrzał mu się uważnie przesuwając palcem po jego powierzchni, po rzeźbieniach rydwanu, jeźdźca i słońca jakby podążającego za nimi. Otworzył go, a na pościel wypadło zdjęcie. Było nieco uszkodzone na rogach, zgięte na pół.
-Przyjdę później. - Kobieta powiedziała niemal szeptem zostawiając go samego.
Dziewczyna na zdjęciu była śliczna, zapatrzona w nocne niebo na horyzoncie, a twarz oświetlało jej jakieś nieznane źródło światła, uśmiechała się tak delikatnie, że aż zrobiło mu się ciepło na sercu, tylko, że... nie miał pojęcia kim była.
-Teraz nagle się pojawiłeś i bardzo wygodnie nic nie pamiętasz.
Geranon zmarszczył brwi. -Co mam panu powiedzieć? Nie mam żadnych wspomnień, ledwo uszedłem z życiem i nawet nie wiadomo po czym, a teraz dowiaduje się, że moja mama nie żyje. - Z każdym słowem głos chrypnął mu bardziej, aż zaczął kasłać.
-Myślę, że... - Pielęgniarka zaczęła, patrząc z niepokojem na chłopaka, charczącego już krwią. - że już wystarczy tych pytań. - Podała Geranonowi metalową nerkę. A gdy policjant już wyszedł położyła mu rękę na bark. -To nic poważnego, niedługo powinno przejść.
Chłopak pokiwał głową i odebrał ręcznik papierowy, żeby wytrzeć usta.
-Przyniosłam Ci coś. - Uśmiechnęła się i wręczyła mu zegarek, wgięty z lekka w kilku miejscach.
Przyjrzał mu się uważnie przesuwając palcem po jego powierzchni, po rzeźbieniach rydwanu, jeźdźca i słońca jakby podążającego za nimi. Otworzył go, a na pościel wypadło zdjęcie. Było nieco uszkodzone na rogach, zgięte na pół.
-Przyjdę później. - Kobieta powiedziała niemal szeptem zostawiając go samego.
Dziewczyna na zdjęciu była śliczna, zapatrzona w nocne niebo na horyzoncie, a twarz oświetlało jej jakieś nieznane źródło światła, uśmiechała się tak delikatnie, że aż zrobiło mu się ciepło na sercu, tylko, że... nie miał pojęcia kim była.