Wiedział dobrze, że Brae nie obchodzi swoich urodzin, ale miał nadzieję, że mimo ogólnej chęci zaskoczenia dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, że Geranon nie odpuści. To tak bardzo ważny dzień dla niej, tak samo jak dla niego i nie wyobrażał sobie jak mogłoby to być bez uczczenia, że dziewczyna jest tu w obozie już kolejny rok, dzięki temu, że te kilkanaście lat temu przyszła na świat. Może się to wydawać nieco dziwne, ale taka była właśnie prawda, urodziny to świętowanie naszych narodzin. Nie... to jednak nie jest dziwne, gdyby Brae nie przyszła na świat, Geranon nigdy by jej nie poznał i ... i jego życie nie byłoby pełne. Jednak teraz mowa była o Brae, bo to przecież jej ważny dzień.
Przygotowania tak jak zazwyczaj zaczął od zaplanowania wszystkiego w swojej głowie już kilka dni wcześniej. Oczywiście, była to dość chaotyczna metoda pracy, bo w trakcie wymyślania wykonywał już pewne punkty, a niektóre pomijał, bo jeszcze nie zostały stworzone. Czasami myśli były szybsze od niego, a czasami okazywało się, że zrobił coś co potrzebne było dopiero w podpunkcie ósmym. Podobnie jak ostatnim razem zgłosił się do syna Hefajstosa, który pomógł mu w przeistoczeniu jego wyobrażonego przedmiotu w rzeczywisty i namacalny kształt. Co oznaczało, że Geranon swoim urokiem osobistym przekonał go, aby użyczył mu zarówno pracowni jak i narzędzi. Z wielkim skupieniem przyglądał się z fascynacją jak tworzona była jego wizja. Wydawało się to być niesamowite, to jak można nadać życia naszym myślą, to, że mogą zaistnieć w świecie z taką łatwością...
Stworzony księżyc był identyczny do tego, który dziewczyna dostała jako naszyjnik. Dobrze... prawie identyczny, bo jako że do bransoletki był nieznacznie mniejszy. Mógł oczywiście pozostawić taką zawieszkę z esencją światła i na pewno efekt końcowy byłby idealny, ale pomyślał, że aby ożywić tą część biżuterii doda jeszcze po obu stronach dwie gwiazdy, jeszcze mniejsze niż księżyc i wykonane w pełni tylko ze srebra. Zazwyczaj nie zajmował się takimi rzeczami jak biżuteria, bo można było powiedzieć, że raczej nie miał 'stylistycznego drygu', dlatego też prezenty, które wykonywał dla Brae były raczej mało skomplikowane i to właśnie ona jest jedyną osobą, która otrzymuje jakiekolwiek jego prace powiązane z tą dziedziną.
Kiedy ta część jego planu została wykonana, przyszedł czas na pudełko i tym razem postanowił, że nie będzie ono drewnianą szkatułką, a kulistą bryłą, która otwierać się będzie na dwie części, a w jej wnętrzu wypełnionym granatowym materiałem znajdować się będzie bransoletka. Jako że kula nie mogłaby stać w miejscu na żadnej prostej powierzchni, Geranon wymyślił aby zrobić z niej księżyc, który dziewczyna będzie mogła powiesić pod sufitem. Wykonał on specjalny haczyk, a księżycowe pudełko otoczył aurą światła, na tyle delikatną aby nie przeszkadzało ono nikomu podczas snu, a jednak nadal widoczną. Spędzał całe dnie dopracowując swoje twory i był na tyle zaangażowany, że zdążył zapomnieć nawet o jedzeniu.
Na szczęście przy następnym etapie miał okazję najeść się za te dwa dni przy wykonywaniu prototypów ciast i ciastek na następny dzień. Kuchnia wyglądała jakby przeszło przez nią tornado, ale najważniejsze, że Geranon znalazł idealny produkt, który wykona jutro z samego rana. Wiedział, że dziewczyna nie przepada za jedzeniem, więc nie wykonał ogromnego urodzinowego ciasta decydując się na dużo skromniejszą jego wersję przypominającą niestandardową muffinkę. Jej średnica była mniej więcej rozmiarów trzech takich właśnie ciastek i aby było ciekawiej zdobył 18 świeczek i miał zamiar wszystkie je zmieścić na tej właśnie powierzchni, była to w końcu osiemnastka i mogli zaszaleć.
Tłumy ludzi? Huczna muzyka? Zamiast tego Geranon zbił ze sobą kilka desek tworząc coś w rodzaju tratwy, tyle, że zamiast na wodzie umieścił ją na drzewie. Solidne gałęzie i pień bez problemu będą mogły utrzymać ich dwójkę, a dzięki stworzonemu podestowi, będzie można też tam umieścić ciasto. Taki piknik w powietrzu. Aby wszystko było dopracowane, wspiął się też na wyższe gałęzie gdzie umieścił ręcznie wykonane lampiony 'zasilane' światłem, które chłopak im podarował. Drzewo wyglądało niczym bożonarodzeniowa choinka, tyle, że bez kolorowych bombek.
Kiedy dopiął wszystkie punkty z listy zostały odhaczone, chłopak ubrał koszulę i radosny ruszył do swojego domku w którym dziewczyna tymczasowo przebywała, a w którym on nie pojawił się przez cały dzień. Zapukał i cofnął się o krok, nawet jeśli bez problemu mógłby po prostu wejść do środka.
-----------
Mam nadzieję, że mogłem założyć, że jednak doszło do tej 'tymczasowej przeprowadzki'...